RT @Oltom154: Mojego dziadka ze strony mamy Niemcy zamordowali w Auschwitz. Mój ojciec był więźniem obozu Stutthof i niewolnikiem na robotach w Niemczech. Z takiej paki należą się Polsce i mi reparacje od Niemców. @donaldtusk . 22 Mar 2023 21:17:09 Tak, tak, dzięki interwencji Premiera @MorawieckiM sumienie Niemców zaczęło się odzywać. Pamiętajmy o tym, bo to dzięki polsko-litewskiej ofensywie RT @Jan34733995: 01.01.1943 r. - umiera Marian Konopiński. Miał prawo żyć? Nie u Niemców. Ale zanim zamęczą Go w KL Dachau - najpierw wyślą do Oflagu XB nr 2 Nienburg (Weser) w Dolnej Saksonii. “@tvp_info Lepiej oskarzyc żołnierzy wermachtu i Niemców bo gdyby nie wojna to nie byłoby ludobójstwa w Katyniu. A co zatym idzie samej wizyty. Ale żołnierze wermachtu i ich potomkowie o dziwo mają w Polsce obrońców. 😎” Ja go tylko pobiłem i 243 хил. views, 848 likes, 15 loves, 88 comments, 29 shares, Facebook Watch Videos from Polsat Play - official: "Jestem niewinny. Ja go tylko pobiłem i zostawiłem. RT @NataliaNitek: Niemiecka polityka historyczna, zaprojektowana na zimno i z wielką dokładnością, przesunęła odpowiedzialność za śmierć milionów na bezosobowych „nazistów”. Mi to nie odpowiada, zamierzam z tym walczyć. #AkcjaWola Edukujemy Niemców. 25 Mar 2023 21:09:25 . Dziewczynka uszła z życiem tylko dlatego, że jej matka w porę wróciła do domu i znalazła dotkliwie pobitą Julcię, która z trudem łapała każdy oddech. Dopiero po specjalistycznych badaniach wyszło na jaw, że dziecko było już wcześniej katowane przez bestialskiego ojca. Dawid G. miał opiekować się swoją czteromiesięczną córeczką, gdy jego żona wyszła na spacer z psem. Zaledwie 15 minut jej nieobecności wystarczyło, by zwyrodniały ojciec ujawnił swoje prawdziwe oblicze. Gdy Julka zaczęła płakać, mężczyzna znalazł tylko jeden sposób na jej uciszenie. Podszedł do dziecka i z całych sił zaczął je walić pięścią. Gdy matka wróciła ze spaceru, przerażona wezwała pogotowie. Lekarze natychmiast podjęli decyzję o przewiezieniu dziewczynki do Centrum Pediatrii w Chorzowie. Gdy maleństwo już znalazło się na oddziale, medycy powiadomili policję o tym, że obrażenia Julki mogą wskazywać na pobicie. - Dziecko miało obrażenia ciała w postaci urazu głowy, zasinienia policzka i powieki. Są to świeże rany. Po wykonaniu badań tomograficznych stwierdzono także złamanie kości ciemieniowej prawej i krwawienia wewnątrzczaszkowe. To może świadczyć o tym, że dziewczynka była bita przez ojca już wcześniej - tłumaczy Krzysztof Mandat (56 l.), ordynator chirurgii dziecięcej. Lekarz mówi, że stan Julci jest ciężki, ale stabilny. Dawid G. został zatrzymany przez policję i doprowadzony do prokuratury. Podczas przesłuchania przyznał się do pobicia czteromiesięcznej córki. Mężczyzna usłyszał zarzut cięż-kiego uszkodzenia ciała. - Grozi mu do 10 lat więzienia - informuje Anna Włosik-Jachym z Prokuratury Rejonowej w Chorzowie. - Na razie postawiono mu jeden zarzut. Będziemy jednak przesłuchiwać dalej świadków, poprosimy biegłych lekarzy o opinię w sprawie dziecka. Chcemy dowiedzieć się, czy obrażenia na jej ciele są świeże, czy niektóre z nich były już wcześniej. Mama Julci, która czuwa przy łóżeczku dziecka w szpitalu, nie chce rozmawiać. Fragmenty zeznania Dawida G., które złożył w chorzowskiej prokuraturze Nie wiem, dlaczego przyłożyłem jej dłonią w twarz... Byłem zdenerwowany, wkurzony. Nie wiem, dlaczego tak rozdrażnił mnie płacz córki. To był moment. Chciałem ją uspokoić, ale nie reagowała na słowa. Myślałem, że jak dam jej smoczek, to będzie cicho. Chciałem wyjąć jej smoczek z rączki, bo płakała. Dałem jej w twarz. To był jakiś nagły odruch, dziecko się wystraszyło i ucichło na chwilę. PRAWO. Mężczyzna, który jechał busem z Krakowa do Brzeska, został pobity przez dwóch współpasażerów, bo usłyszeli, jak mówił po niemiecku. Sprawę bada policja i prokuratura w Nowak zapamięta styczniową podróż na długo. Wyjechał późnym popołudniem z Krakowa z ronda Matecznego, żeby odwiedzić rodzinę w Brzesku. Razem z nim podróżował znajomy, który planował wyjazd do pracy w Niemczech. - To miała być praca na budowie. Pytał mnie o podstawowe zwroty grzecznościowe. Znam dobrze niemiecki, bo przez jakiś czas także tam pracowałem - opowiada Janusz Nowak. Według jego relacji w okolicach Wieliczki w busie rozpętała się awantura. - Zaczęła ją młoda kobieta, która krzyknęła do siedzących z tyłu mężczyzn, że jadą z nami jacyś Niemcy. Rzuciło się na mnie dwóch łysych osiłków w wieku 25-27 lat. Krzyczeli "zaj... Goebbelsa" i wyciągnęli mnie na zewnątrz - opisuje. Mężczyzna mówi, że leżał na asfalcie i był kopany po całym ciele. Całe zdarzenie widział kierowca busa i pasażerowie. Nikt nie zareagował ani nie wezwał policji. Po wszystkim oprawcy wsiedli z powrotem do busa i odjechali. Pobity zaczął szukać pomocy w sąsiednich domach. Na początku ludzie bali się mu otworzyć. Było ciemno, a on miał całą twarz we krwi. W końcu ktoś się zlitował i odwiózł mężczyznę do szpitala. Mimo że przez kilka dni zabiegaliśmy o komentarz policji w tej sprawie, nie udało się uzyskać żadnej wypowiedzi. Akta sprawy wędrowały z komisariatu w Brzesku do komisariatu w Bochni, a stamtąd trafiły do bocheńskiej prokuratury. Kiedy skontaktowaliśmy się z prokuratorem, okazało się że dokumenty znów wróciły (lub właśnie wracają) do komendy policji w Bochni... Janusz Nowak pokazał nam obdukcję lekarską ze szpitala w Brzesku, która opisuje skutki pobicia: stłuczenie twarzoczaszki i powierzchowny uraz innych części głowy oraz stłuczenie klatki piersiowej. Jest też adnotacja, że był po spożyciu alkoholu. Udało nam się skontaktować z jednym z przewoźników, który przewozi pasażerów na tej trasie. Właściciel busów przyznał, że słyszał o zdarzeniu, ale nie jest pewien, czy akurat chodzi o usługi jego firmy. - Słyszałem, że busem jechały jakieś podejrzane typy. Podobno to byli recydywiści na przepustce z więzienia. Ten pobity pasażer był pod wpływem alkoholu i wdał się w nimi w jakąś sprzeczkę. Kierowca nie wiedział, o co się pokłócili - mówi przewoźnik. Dlaczego nikt nie zareagował na katowanie człowieka? Zdaniem właściciela firmy kierowca odpowiada za wszystkich pasażerów i nie może się wdawać w bójki, bo za to mógłby stracić pracę. A na policję trzeba czasem czekać bardzo długo. O tym, czy pobicie miało podtekst rasistowski, być może wyjaśni dochodzenie policji i prokuratury. Według Marcina Kornaka, prezesa Stowarzyszenia "Nigdy więcej" i redaktora naczelnego magazynu pod tym samym tytułem, takie sprawy są, niestety, wciąż bagatelizowane. - Mimo to, wciąż zauważamy zbyt wiele obojętności w ściganiu sprawców tego typu przestępstw i to zarówno na poziomie prokuratury, jak i policji. W ciągu dwudziestu lat działalności Stowarzyszenia "Nigdy więcej" i prowadzenia "Brunatnej Księgi", monitoringu przestępstw i incydentów na tle rasistowskim, neofaszystowskim i ksenofobicznym, odnotowaliśmy ponad 50 śmiertelnych ofiar takich ataków - mówi Marcin Kornak. (PP) Imię i nazwisko pobitego mężczyzny zostały zmienione. 28-letnia kobieta z miasta Husum w niemieckim kraju związkowym Szlezwik-Holsztyn przyznała się do dokonania od roku 2006 zabójstw pięciorga swych nowo narodzonych dzieci - poinformowała prokuratura we Flensburgu. Według tego źródła, jako motyw zbrodni sprawczyni podała lęk przed porzuceniem przez męża. Pierwszego martwego noworodka znaleziono w 2006 roku w powiecie Północna Fryzja. W roku następnym na zwłoki drugiego natrafiono na parkingu w powiecie Szlezwik-Flensburg. Ostatnio w piwnicy domu kobiety odkryto jeszcze trzy ciała. Sprawczyni przyznała się do winy po pobraniu od niej próbek na badania DNA. Jej mąż, z którym ma dwoje dzieci w wieku 8 i 10 lat, miał nic nie wiedzieć o pozostałych porodach. PAP, arb Waldemar K. (54 l.) zostawił kozę zamkniętą w fiacie i poszedł upić się z kolegą. Kozę wiózł z randki z capem, któremu nie spodobała się nowa partnerka do rozrodu. Dygoczące z zimna zwierzę uwięzione w samochodzie pod sklepem w Korszach (woj. warmińsko-mazurskie) skonałoby na mrozie, gdyby nie interwencja przechodzącej w pobliżu kobiety. Policjanci z komendy w Kętrzynie nie wierzyli własnym uszom gdy odebrali telefon od zaniepokojonej losem zwierzęcia kobiety, która dostrzegła meczącą kózkę kiedy przechodziła w pobliżu sklepu spożywczego w Korszach. Koza siedziała na tylnej kanapie fiata cinquecento od kilku godzin. W tym czasie jej właściciel poszedł z kolegą wypić kilka głębszych. Waldemar K. zdziwiony obecnością patrolu policji przy swoim aucie wyjaśnił, że to jego wierna towarzyszka. 54-latek ze wsi Sątoczno wracał właśnie ze znajomym od innego kolegi, który w gospodarstwie trzymał capa. Panowie zaplanowali „randkę” między kozią parką, ale zwierzęta nie przypadły sobie do gustu. Przeczytaj koniecznie: Szczecin: Koza zjadła mi pensję Załamany niepowodzeniem właściciel kozy chciał zapić żal u kompana od kieliszka w Korszach. Chociaż rzadko rozstaje się ze zwierzęciem, bo jak tłumaczył funkcjonariuszom jest samotny, tym razem zostawił ją w samochodzie na mrozie. Stróżom prawa nie pozostało nic innego, jak tylko uwierzyć gospodarzowi. Koza i jej pan szczęśliwie wrócili do domu późnym wieczorem. Policjanci nie zdradzili, kto kogo prowadził... Oto najbardziej absurdalne powody rozstań. To wydarzyło się naprawdę! Rozstania nigdy nie są przyjemne, zwłaszcza gdy jedno z partnerów nadal kocha swoją drugą połówkę. Zostajemy przecież pozbawieni tego, co znaliśmy najlepiej, a równocześnie dysponujemy bardzo nikłą wiedzą o tym, co nastąpi dalej. Jakie są zatem najczęstsze powody rozstań? Dlaczego mężczyźni od nas odchodzą? Przed Wami historie, które wydarzyły się naprawdę. Niestety. Zerwał ze mną, bo seks był nudny - Nigdy nie przypuszczałam, że facet zerwie ze mną po 5 – jak mi się wydawało – udanych latach związku. A jednak Szymon pewnego wieczoru stwierdził, że nie może już dłużej być z dziewczyną, która w sypialni jest totalną nudziarą. Dodam tylko, że zawsze godziłam się na najróżniejsze gadżety, a pozycje z Kamasutry przerobiliśmy od A do Z. Nie zgodziłam się tylko na jedno: trójkąt. I to był powód, przez który zostałam porzucona. Mojemu szanownemu partnerowi zamarzył się numerek z dwoma dziewczynami. Odmówiłam, bo dla mnie to jak zdrada. No i mnie zostawił – wyznaje Agnieszka. Zostawił mnie, bo wszystkie moje koleżanki były już zaręczone - To zabrzmi absurdalnie, ale mój facet zostawił mnie przez to, że nie miałam już wolnych koleżanek. Wszystkie były albo zaręczone, albo po ślubie. Niektóre miały już dzieci. Robert uznał, że on nie jest jeszcze gotowy na małżeństwo, a „poczuł, że ja tego już bardzo chcę”. Bzdura, nie przeszkadzało mi to, że żyjemy na kocią łapę. Wolał jednak ode mnie odejść niż spotykać się ze mną i czuć presję nie tyle z mojej strony, co ze strony moich znajomych. Popapraniec – denerwuje się Marta. Odszedł, bo jestem za ładna - Mam 175 centymetrów wzrostu, długie, kręcone włosy i figurę klepsydry. Wiem, że podobam się facetom, a jednak kiedy byłam w związkach, nigdy na boku nie flirtowałam z żadnym chłopakiem. Jestem po prostu wierna. Mój eks nie mógł jednak znieść tego, że inni oglądają się za mną na ulicy. Był chorobliwie zazdrosny o to, że faceci się do mnie uśmiechają lub puszczają oczko. Zerwał więc ze mną, mówiąc: „Jesteś za ładna. Dłużej tego nie wytrzymam” – mówi Iza. Odszedł, bo po ciąży byłam „za luźna” - Nienawidzę mężczyzn z całego serca. Przysięganie przed ołtarzem nic dla nich nie znaczy. To, że rodzi się im dzieci, również mają w d… I niech mi nikt nie mówi, że nie wolno uogólniać. Wszyscy faceci są tacy sami. Prędzej czy później zdradzą, bo niewierność mają we krwi. Mój mężulek odszedł ode mnie, kiedy nasz syn skończył rok. Wygarnął mi, że seks ze mną jest paskudny, bo po ciąży jestem za luźna i nie dostarczam mu przyjemności. Poza tym jestem grubasem z rozstępami. To jego słowa. Wychowuję dziecko sama, a jego przyszłej żonie z całego serca współczuję – mówi gorzko Karolina. Zostawił mnie, bo zakochał się w mojej matce - Moja mama urodziła mnie, kiedy miała 17 lat. Od zawsze byłyśmy więc bardziej jak kumpelki niż matka i córka. Znajomi ją uwielbiali, bo zawsze siedziała z nami w pokoju, a nawet imprezowała. Miałam do tego totalny dystans, a wręcz cieszyła mnie jej otwartość, dopóki mój chłopak nie wyznał mi, że się w niej zakochał. Płakał i przepraszał, ale postanowił, że nie chce być ze mną i pragnie spróbować szczęścia z nią. Moja mama oczywiście go pogoniła i już nigdy więcej nie pojawił się w naszym domu – wspomina Magdalena. Odszedł, bo zarabiałam więcej od niego - Trzykrotnie byłam porzucana przez to, że bardzo dobrze zarabiam i pracuję na kierowniczym stanowisku. Chcę jednak wyjaśnić, że nigdy żadnemu z moich facetów nie wypominałam niskiej pensji. Dla mnie nie jest ważne to, co ludzie mają w portfelu, tylko w głowie. Nie rzucę jednak dobrze płatnej posady tylko dlatego, że partnerzy wpadali przeze mnie w kompleksy. To ich problem, nie mój – twierdzi Agata. A Wy z jakich powodów byłyście porzucane, dziewczyny? Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia

pobiłem niemców bo macali mi koze