W świecie duchowym każdy z nas należy do podstawowej grupy dusz. Ta grupa, licząca od ośmiu do 20 członków, składa się z osób, z którymi żyjemy na płaszczyźnie duchowej i z którymi reinkarnujemy się w życiu fizycznym. W każdej reinkarnacji schodzimy na Ziemię prawie całą grupą razem, za każdym razem w innej roli. Okazuje się, że nasze myśli i emocje, które występując razem utrwalają nasze nawyki myślenia i w postępowania według określonych schematów, powodują zaburzenia funkcjonowania układu nerwowego, hormonalnego i odpornościowego co w konsekwencji staje się przyczyną zaistnienia określonej choroby w ciele. W latach 50-tych XX wieku Religia zadowalała się jakimś nieokreślonym trwaniem „cieni” ludzkich w Szeolu lub Hadesie, nie precyzowano wiele w tej materii. Była to pesymistyczna wizja człowieka, „zimna” duchowo, pozbawiona nadziei. Tylko wiara chrześcijańska ośmielała się głosić, że celem wiary jest „zbawienie dusz” (1 P 1, 9) – opierając A jak fizyczny organizm zamyka się w skórze fizycznej, człowiek-duch zamyka się w powłoce duchowej. Oto rozczłonkowanie całego człowieka odbywa się w następujący sposób: A. Ciało fizyczne B. Ciało eteryczne, albo życiotwórcze C. Ciało duszy D. Dusza czuciowa E. Dusza pojmująca P. Dusza świadoma G. Duch-sobistość *) Kartezjusz stwierdził, że znajduje się ono w szyszynce. Jego uwagę zwróciło położenie tej części mózgu, gdyż znajduje się ona w przybliżeniu w środku mózgu i jest strukturą nieparzystą. Kolejną charakterystyczną cechą szyszynki, zauważaną przez współczesnych Kartezjuszowi autorów, jest jej silnie rozwinięte unaczynienie. Übersetzung im Kontext von „gdzie dusza“ in Polnisch-Deutsch von Reverso Context: Wziąć mój samolot i udać sie gdzie dusza zapragnie. Übersetzung Context Rechtschreibprüfung Synonyme Konjugation . Co to jest dusza? Duszy przecież nikt nie widział, dlaczego więc mówimy, że człowiek ma duszę? Z pewnością nikt nie widział duszy, bo jest ona duchowa. Czy może jest ona takim duchem, jak to nieraz słyszymy w bajkach, które sobie opowiadamy w ciepłej izbie, gdy zmrok zapadnie? Gdy w ciemną noc znajdziemy się sami gdzieś w pustym polu, lub w ciemnym lesie, wtedy strach tworzy nam w oczach rozmaite straszydła, i przysięgałby niejeden, że widział naprawdę jakiegoś ducha. Ja myślę, że ducha jeszcze nikt nie widział, bo to, co my widzimy oczyma, czy to będzie dym, czy jakaś para, zawsze będzie to ciało, które ma jakiś kolor, jakąś wielkość. Dusza zaś nasza nie ma ani koloru, ani żadnej wielkości. Więc może ktoś powie, że jest ona czymś takim jak powietrze, które nie ma żadnego koloru. Dlatego zdaje się nam, że naokoło nas niczego nie ma, a przecież wiemy, że jest powietrze, bo inaczej zadusilibyśmy się, nie mając czym oddychać. Lecz dusza nie jest czymś takim, jak niewidzialne powietrze, bo powietrze jest ciałem gazowym, a nie duchem, a to ciało gazowe można skroplić podobnie jak parę na wodę, tak powietrze na ciało płynne. Dusza nasza nie jest takim ciałem gazowym, ale jest duchem, którego ani widzieć nie możemy, ani dotknąć. A jeżeli nie możemy go zobaczyć ani dotknąć, to jak możemy mówić o tym, czym jest dusza? Bardzo wielu z nas nie widziało i nie zobaczy maszyn do wyrabiania papieru, ani maszyn do drukowania książek, ani pieców, w których topi się żelazo, ani nawet żelaza płynnego, a jednak widzi papier, widzi wydrukowaną książeczkę, posiada naczynia z lanego żelaza. Chociaż mu nikt nie mówił, że istnieją takie maszyny, że istnieją takie piece, jednak wie na pewno, że coś takiego istnieje, bo przecież papier sam by nie powstał, ani by się sama książka nie wydrukowała. Tak samo, choć nikt duszy nie widział, wie z jej czynności, że istnieje. Tak jak mówię, że musi być za drzwiami jakiś człowiek, gdy usłyszę mowę ludzką, choć go nie widzę. Musi być Bóg, choć Go nie widzę, ale widzę Go w stworzeniu tak pięknego świata z człowiekiem. Tak samo mówię, że musi być dusza, bo posiadam zdolność rozumowania, zdolność zastanawiania się, zdolność chcenia. Ta zaś dusza nie może być czymś cielesnym, ale musi być duchowa, bo potrafi działać bez ciała. Jeżeli mówimy, że stół jest ładnie wykonany, – zrobił jakiś dobry stolarz, a nie malarz lub murarz; tak samo, gdy człowiek myśli, to nie ciało myśli, lecz dusza, bo myślenie i chcenie jest czynnością nie ciała, lecz czegoś duchowego. Wobec tego mówimy, że musi być w człowieku coś duchowego, musi być dusza, musi być coś więcej aniżeli w zwierzęciu, które myśleć nie potrafi. Gdyby człowiek, tak jak zwierzę, nie posiadał duszy tylko samo ciało, poznawałby tylko rzeczy cielesne. Gdy pies słyszy głos dzwonu lub muzykę, zaczyna wyć, bo to drażni jego ucho; gdy zobaczy kij, zaczyna szczekać i złościć się, bo czuje, że kij może mu sprawić ból. Lecz człowiek oprócz rzeczy cielesnych poznaje także rzeczy duchowe. Wiemy np., co to jest sprawiedliwość, miłosierdzie, umiarkowanie, co to jest honor, podczas gdy żadne zwierzę o tym nic nie wie. Wobec tego musimy powiedzieć, że to, co poznaje te cnoty, nie może być tylko czymś cielesnym, bo cnót tych nie możemy ani usłyszeć, ani się ich dotknąć, ale musi być w nas jeszcze coś więcej. Zwierzę może widzieć, czuć, pożądać, bać się, szukać instynktem, ale nie wie, dlaczego tak jest, a nie inaczej. My zaś możemy rozumować, myśleć, zastanawiać się. Zastanawiać się nie tylko nad rzeczami zewnętrznymi, ale także nad swoimi myślami. Kiedy np. idziemy do spowiedzi, przypominamy sobie wszystkie nasze myśli, dawne słowa, rozważamy, czy były dobre, czy złe, i wtedy mówimy, że zastanawiamy się nad sobą. A zastanawiać się nad sobą samym może tylko sam człowiek. Co więcej, człowiek, jak się zamyśli, potrafi zapomnieć o wszystkim, co się wkoło niego znajduje, nawet o swoim własnym ciele. Staje się mało wrażliwy na działanie zmysłów. Taki stan często można zauważyć u świętych, zatopionych w modlitwie, bo wtedy dusza ich najściślej łączy się z Bogiem, tak iż oni zupełnie zapominają o świecie. A zdarza się to nawet nam, zwyczajnym śmiertelnikom. Gdy się pogrążymy w swoich zgryzotach, wówczas zapominamy zupełnie gdzie jesteśmy, dokąd idziemy, możemy nawet zajść zupełnie gdzie indziej, aniżeli chcieliśmy. Nic nas wtedy nie obchodzą przeszkody stojące nam na drodze. Takie wewnętrzne wejście w siebie wskazuje nam najdokładniej, że człowiek posiada coś jeszcze więcej oprócz ciała, coś, czego spostrzec nie może, a co potrafi obejść się bez ciała, potrafi zupełnie obejść się bez zmysłów cielesnych. Choć rzeczywiście dusza tak jest połączona z ciałem, iż działa i odbiera wrażenia przez zmysły. Człowiek widząc porządek koło domu, mówi: Tu musi być porządna gospodyni – słysząc, jak ktoś ładnie gra, mówi: To musi być dobry muzyk. Ale nie ciało sprawia, że dusza widzi, słyszy, ale dusza ożywia ciało, dusza daje mu tę moc, iż ciało widzi, słyszy, a samo ciało bez duszy, to jak kawałek drzewa lub kamienia. Dlatego to, gdy dusza wyjdzie z ciała, to oko, choć otwarte, nic nie widzi, ucho, choć nie zepsute, nie słyszy nawet największych krzyków. W człowieku jest więc jeszcze coś oprócz ciała i to coś zupełnie różnego od ciała, czego spostrzec nie możemy, a o czym możemy dowiedzieć jedynie z jego czynności. Podobnie, gdy przychodzimy do domu i zastajemy obiad ugotowany, choć nikogo nie ma w domu, mówimy, że musiał być ktoś, kto ugotował i to nie zwierzę, nie dziecko, ale taki, który potrafi ugotować. Tak samo rzecz się ma z duszą. Jeżeli widzimy, że człowiek potrafi coś więcej, aniżeli zwierzę, potrafi takie rzeczy, których samo z siebie ciało nie potrafi, nadto i takie, do których mu zupełnie nie potrzeba ciała, mówimy, że musi być w nim coś, co jest zdolne wykonać tę czynność. To jest dusza, która jest zupełnie czymś innym, niż ciało. Nasze ciało nie potrafi myśleć, nie potrafi zastanawiać się nad sobą. Stąd musimy powiedzieć, że dusza jest czymś innym od ciała – jest ona duchowa, bo czynności jej są natury duchowej. Z natury każdej czynności wnioskujemy o jej twórcy. Człowiek myśli i chce. Myśl i chcenie są to czynności nadzmysłowe, duchowe; musi więc być w człowieku coś duchowego, i jest tym dusza. Niewiele osób słyszało o mięśniu lędźwiowym, ale w rzeczywistości jest to jeden z najważniejszych mięśni w twoim ciele. Mięsień lędźwiowy znajduje się z boku kręgosłupa i rozciąga się do krawędzi miednicy. Jest często określany jako mięsień duszy ze względu na odpowiedzialność, jaką ma w naszych duszy (psoas) zasadniczo łączy nasze górne ciała z dolnymi, wnętrze z zewnętrzem i plecy z większość czasu spędzasz siedząc, tak jak większość z nas w biurze, możesz blokować biodra, nawet o tym nie biodra przyczyniają się do zwiększonego uczucia stresu i strachu, które normalnie nie byłyby odczuwalne. To zaciemnia naszą zdolność do myślenia i funkcjonowania tak, jak rzeczy wpływają na naszą zdolność do racjonalnego myślenia i zdziwiłbyś się, jak wiele rzeczy w naszym życiu doznaje przez to czujemy stres i niepokój, łatwiej się nami reklamowe są niezwykle winne żerowania na naszych wyzwalaczach stresu i poziomach lęku, o których wiedzą, że mogą wykorzystać do zwiększenia sprzedaży spędzamy cały dzień siedząc lub pracując, nie tylko wywołujemy w sobie większy niepokój, ale także nie mamy szansy uwolnić żadnego z nagromadzonych gdzie gromadzi się ten stres i niepokój? W naszych mięśniach jeden z największych mięśni w ciele, a jego wielkość jest porównywalna do odpowiedzialności, jaką przykład jest to w dużej mierze związane z naszymi reakcjami na ucieczkę lub walkę, które są odpowiedzialne za uwalnianie adrenaliny. Kiedy pojawiają się tego typu reakcje, wytwarzają w organizmie hormony stresu, które nie znikają, jeśli ich nie uwolnimy; po prostu są przechowywane w to prowadzić do bezsenności, lęku, depresji i osłabienia układu ma jednej metody, która pomoże ci pozbyć się nagromadzenia przechowywanego w twoim mięśniu lędźwiowym, ale istnieje kilka metod, których możesz użyć, aby pozbyć się go poprzez stopniowy z najlepszych sposobów na pozbycie się tego nagromadzenia stresu jest joga i medytacja w ruchu. Rozciąganie pomoże ci zaangażować określone partie ciała w określonych osób myśli, że chodzi o to, jak bardzo możesz być rozciągliwy, ale nie w tym rzecz. Joga polega na uzdrawianiu ciała i skupianiu się na wykonujesz pozy tak, jak powinieneś, uzyskujesz 100% korzyści, pomimo tego, jak bardzo możesz być poświęcenie dziesięciu minut dziennie na rozciągnięcie mięśni duszy będzie miało pozytywny wpływ na twoje zdrowie i samopoczucie mógł się zrelaksować i swobodniej poruszać, a z czasem poczujesz, że niepokój zacznie polecaną i sprawdzoną metodą będą ćwiczenia TRE. Sekwencja ćwiczeń w metodzie TRE uruchamia reakcję kontrolowanego drżenia mięśni, co redukuje napięcie nagromadzone w ciele. Drżenie jest naturalnym procesem leczenia somatycznych skutków silnego przeżycia, naszą biologiczną reakcją na traumę. Powszechnie uważa się, że drżenie jest objawem tchórzostwa lub silnego lęku, tymczasem jest to nasz genialny patent na sesji TRE naprzemiennie napina się i rozluźnia mięśnie nóg oraz miednicy w taki sposób, aby doprowadzić do mimowolnego ich drżenia, które, docierając do głębszych warstw mięśni i powięzi, pobudzi mięsień masaż powięziowo-energetycznyMasaż powięziowo-energetyczny jest manualną techniką pracy z ciałem łączącą masaż powięziowy oraz pracę z zablokowaną energią. Masaż ten wykorzystuje pracę na tkankach głębokich, terapię mięśniowo powięziowych punktów spustowych, mięśnia duszy (psoas), pracę z oddechem, ruchem, emocjami oraz celem masażu powięziowo-energetycznego jest efektywne rozluźnienie całego ciała i przygotowanie go na swobodny przepływ energii poprzez usunięcie fizycznych, emocjonalnych oraz energetycznych blokad, które często mają podłoże masaż powięziowo-energetyczny możesz zapisać się TUTAJ. A TUTAJ przeczytasz więcej o tym, czym są masaże tantryczne. HomeGdzie znajduje się wątroba w ciele kobiety? jeśli kobieta odczuwa rozdzierający ból w prawym górnym kwadrancie brzucha, może to być spowodowane chorobą wątroby. Zrozumienie takiego stanu jest jednym z powodów, dla których powinieneś dowiedzieć się, gdzie znajduje się wątroba w ciele kobiety. Reklama gdzie znajduje się wątroba w ciele kobiety?Reklamagdzie znajduje się wątroba w ciele kobiety?Reklamajama brzuszna i przepona: Reklamaotrzewna: śledzenie dokładnej lokalizacji wątroby u kobiet:Reklama Reklama ten nieregularnie ukształtowany gruczoł znajduje się w tym samym miejscu w obu płci. Jednak może ważyć inaczej u mężczyzn i kobiet. Oznacza to, że ten pierwszy zwykle ma cięższy narząd wątrobowy niż ten drugi. Jego waga u samców waha się od 0,97 kg do 1,86 kg, natomiast u samic waha się od 0,60 kg do 1,77 kg masy ciała. zmiana masy wątroby między płciami może zdecydowanie wpływać na wielkość narządu. Rozmiar jest czymś, co definiuje się w kategoriach miary wymiarów. Ponieważ wymiary różnią się, lokalizacja wątroby nieznacznie zmieniłaby się u mężczyzn i kobiet. gdzie znajduje się wątroba w ciele kobiety? podstawowe zrozumienie następujących pojęć pomoże Ci precyzyjnie prześledzić, gdzie znajduje się wątroba w ciele kobiety. rozmiar i kształt wątroby jama brzuszna i przepona otrzewna Reklama gdzie znajduje się wątroba w ciele kobiety? według statystyk podanych przez National Institutes of Health średnia długość wątroby wynosi 26 cm u mężczyzn i 25 cm u kobiet. Natomiast jego średnia grubość u samców wynosi 22 cm, natomiast u samic 21 cm. rys. 1: Kobieca lokalizacja wątroby jeśli chodzi o kształt wątroby, można ją zdefiniować jako nieregularną, półkulową lub klinową strukturę. W zależności od kąta obserwacji narząd wątrobowy można podzielić na dwa lub cztery płaty. Można go łatwo odróżnić od prawego i lewego płata, patrząc z góry. Z drugiej strony, cztery nieregularnie ukształtowane płaty (prawy, lewy, ogoniasty i czworokątny) będą widoczne, jeśli spojrzysz na narząd od dołu. Reklama jama brzuszna i przepona: twoje ciało jest podzielone na różne jamy, z których dwie to jamy klatki piersiowej i jamy brzusznej. Obie te komory leżą na brzusznej stronie ciała i są oddzielone od siebie przez membranę, zwaną membraną. Leżąc ponad jamą brzuszną, Jama piersiowa jest zamknięta klatką piersiową i zapewnia ochronę serca i płuc. żebra obejmują również górną część jamy brzusznej. I to jest ten region, w którym wątroba leży zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet. Reklama otrzewna: otrzewna to błona wyściełająca jamę brzuszną. Wszystkie narządy jamy brzusznej, z wyjątkiem nerek, które są zaotrzewnowe, są zamknięte przez tę błonę, w tym wątrobę. śledzenie dokładnej lokalizacji wątroby u kobiet: wątroba zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn leży w regionie, zwanym prawym górnym kwadrantem brzucha. Jak widać na zdjęciach wątroby, narząd wydaje się chroniony przez dolne prawe żebra. Zewnętrznie, jeśli pionowo przeciągniesz rękę po prawej stronie (naprzeciwko tej, w której znajduje się serce), punktem, w którym kończą się prawe żebra, jest lokalizacja wątroby u kobiet (i mężczyzn). Reklama jeśli kobieta odczuwa ból w tym regionie, prawdopodobnie cierpi na chorobę wątroby. To dlatego, że stan wątroby może spowodować Glisson kapsułka (warstwa gęstej, fibroelastycznej łącznej całkowicie obejmujące wątrobę) puchnąć i generować uczucie bólu. - Dusza oddziela się od ciała wtedy, kiedy umieramy. - Nie. - To jak jest? - Jest tak, że to ja jestem duszą. Ja jestem ciałem - mówi teolog, ks. dr Grzegorz Strzelczyk. Michał Lewandowski: Czy ma ksiądz czasem wątpliwości, czy Bóg istnieje? Ks. Grzegorz Strzelczyk: Wątpliwości typu egzystencjalnego czy intelektualnego? Zacznijmy od intelektualnego. Częściej niż egzystencjalne. A na czym polegają te intelektualne? Wyrosłem w pooświeceniowym duchu i dla mnie ta drzazga potrzeby sprawdzenia empirycznego jest drzazgą poważną. Od czasu do czasu napotykam taki moment w myśleniu, że bardzo przydałby mi się niepodważalny dowód na Jego istnienie, który pozwoliłby mi na spięcie jakiegoś teologicznego systemu. Wystarczyłby nawet argument, który mogę oprzeć empirycznie na jakiejś wiedzy. Próbowaliśmy w Kościele iść tą drogą. "Quinque Viae" św. Tomasza, dowód ontologiczny Anzelma z Canterbury… …i dokładnie już wiemy, że nie bardzo. Nie bardzo działa? Działa jako argument, ale to jest dalekie od empirii. Te drogi, które zaproponowali filozofowie, są w dużej mierze wywodami opartymi na mnóstwie przedzałożeń systemowych. Pooświeceniowe myślenie oczekuje bardziej dowodu z doświadczania. A częstsze wątpliwości, te egzystencjalne, o których ksiądz wspomniał? Egzystencjalnie najtrudniejsze są dla mnie momenty, kiedy się stykam z wielkim cierpieniem człowieka. To są chwile, które potrafią mocno wbić klina. Jak odpowiada sobie ksiądz na pytanie: "gdzie jest Bóg, kiedy cierpi drugi człowiek"? To klasyczne pytanie. Odpowiada ksiądz równie klasycznie, czyli: "Bóg jest w cierpiących osobach"? Bardziej, że "Bóg jest w swoim cierpieniu na krzyżu". Dlatego kiedy są takie momenty, to szukam, czy gdzieś na ścianie nie wisi krzyż. To jest dla mnie rozstrzygające. Nie mam co prawda odpowiedzi w sensie intelektualnym, ale egzystencjalną odpowiedzią jest Jezus na krzyżu. Bóg wchodzi w cierpienie? Dokładnie. To nie jest tak, że On tego cierpienia nie zna, że jest nieczuły. On je zna, więc prawdopodobnie ma też rozwiązanie. Mogę nie widzieć tego rozwiązania, ale krzyż nie pozwala mi wpaść na pomysł, że Bóg nic nie robi. Myślę, że taki pomysł to początek jednej z form ateizmu. Nie przeszkadza księdzu to Jego milczenie w takich chwilach? Z tym jestem sobie w stanie poradzić, bo Bóg nie ma obowiązku ze mną gadać. Ale dobrze by było, gdyby zaczął. To by było miłe, ale nie jest to dla mnie konieczne do zbawienia. Natomiast ważniejsze dla mnie pod kątem egzystencjalnym jest to, że poprzez człowieczeństwo Jezusa, On się znalazł wewnątrz cierpienia. Pytam o to milczenie, bo koncepcja deizmu, czyli Boga, który zaprogramował świat i już się nim nie interesuje, jest bardzo kusząca. Tu wracamy do warstwy intelektualnej. Tak, ale to ważne, bo pomysł, że Bóg owszem, stworzył świat, ale za bardzo w niego nie ingeruje, jest dość popularny. Ta postawa jest chyba bardziej praktyczna niż intelektualna. Mam wrażenie, że intelektualnie już trochę wymarła. Dzisiaj mamy do czynienia ze skrajnościami w dwóch postawach: jedna idzie w kierunku twierdzenia, że Bóg kompletnie nie działa w moim życiu, więc sami musimy się ogarnąć, druga natomiast zakłada, że Bóg wszystko za mnie załatwi, więc nie muszę iść do lekarza, bo On na pewno mnie uzdrowi. Obie te postawy są równie niebezpieczne. Na czym polega ich niebezpieczeństwo? Jedna idzie w kierunku samozbawienia, a druga zalatuje ucieczką od odpowiedzialności. Obie są nieprawdziwe. Wrócę jeszcze do ateizmu. A co jeśli myśmy sobie tego Boga wymyślili, ponieważ nie byliśmy w stanie zaakceptować cierpienia, które nas otacza? Koncepcji teogenezy ewolucyjnej czy też biologicznej, czyli teorii, które zakładają, że Bóg został stworzony w naszych mózgach na drodze ewolucji, jest chyba z kilkanaście. Jedne idą bardziej po linii sensu, inne - moralności. I pewnie każda z nich wydobywa kawałek prawdy. Jeśli spojrzymy na religię objawioną, to u jej początków mamy właśnie takiego boga. Dlatego pierwsze obietnice, które zostały skierowane do Abrahama, mówią jeszcze: "będzie ci się dobrze powodziło". Chciałoby się mieć określone doczesne korzyści z kontaktu z bóstwem. Ono jest towarzyszem instynktu samozachowawczego. Jednak ostatecznie chrześcijaństwo idzie w inną stronę. To nie jest kierunek zachowania siebie, ale wydania siebie. Na końcu Objawienie mówi: "masz utracić swoje życie, żeby je zachować". W związku z tym pozostaje pytanie, czy to jest jeszcze taka narracja. Czy jednak chrześcijaństwo nie dochodzi do punktu, w którym przekracza naturalne tendencje. Albo przynajmniej sugeruje, że je trzeba przekroczyć, żeby rozpoznać Boga. Oczywiście w głowie gdzieś tam jest ciągle obiecana nagroda życia wiecznego, która sprawia, że nieustannie uczestniczymy w pewnego rodzaju handlu wymiennego. Jednak że jeśli poczytamy Ewangelię, to okaże się, że chodzi tam o przekroczenie mentalności: "że Bóg mi coś załatwi". Idzie o to, żeby w miłości, która jest jednak przekroczeniem własnego interesu, wydać swoje życie, ufając, że Bóg je uratuje. Rozumiem ten handel, ale co jeżeli mówiąc o Bogu, miłości, łasce, poruszamy się tylko i wyłącznie w obrębie naszego umysłu? Na pewno poruszamy się wewnątrz naszego umysłu. Spór nie dotyczy tego, czy to jest w umyśle. Spór dotyczy tego, czy to, co jest w umyśle, odzwierciedla coś, co istnieje poza umysłem, czy też poruszamy się tylko i wyłącznie wewnątrz niego. Jestem jednak zdania, że Bóg istnieje także poza umysłem. To jest w dużej mierze wybór wiary. A miłość, jest tylko duchowa czy też zachodzi wyłącznie w tkankach? Nie wiem, nie jestem w stanie tego rozstrzygnąć. W naukach wciąż mamy dyskusję, czy świadomość jest w ogóle funkcją tylko i wyłącznie organiczną, czy mamy do czynienia z "czymś więcej". Czy to funkcja mózgu, tkanki, czy jest jednak jakiś "umysł", który w rzeczywistości jest tym "więcej". No i kolejne pytanie, to pytanie o duszę. Czyli nie mamy gotowej odpowiedzi? Nie chcę tego rozstrzygać, ale wiem, że miłość czy też potrzeba miłowania lub niemiłowania jest silnym motywatorem decyzji. Więcej, miłość ujawnia się w procesach decyzyjnych, jest więc silnie związana z wolą. A ta zdaje się jest bardzo silnie organiczna, czyli otoczona uwarunkowaniami. Z jednej strony jestem więc w tym swoim wierzeniu i miłowaniu wolny i swobodny, ale z drugiej jednak silnie uwarunkowany. Ciągle kłody pod nogi? Ale ta świadomość uwarunkowania jest fajna, bo ona jednak trochę odbarcza, spuszcza ciśnienie. Wiem, że nie nad wszystkim mam kontrolę i mogę się mniej spinać. Czy to jednak trochę nie rozwadnia naszej odpowiedzialności? Nie, to tylko urealnia naszą sytuację. Bo nasza odpowiedzialność jest, ale nie jest absolutna. Niemniej, realna. W związku z tym to jest bardziej kwestia skali. Jeśli sobie powiemy: "mam pewne ograniczenia", to mogę się do nich odnosić bardziej realistycznie. Paradoksalnie, im bardziej jestem świadomy swoich ograniczeń, tym jestem swobodniejszy, bo wiem, jaki mają na mnie wpływ, i jakoś mogę z nimi współdziałać. Jeśli natomiast zakładam, że ludzka wola nie ma ograniczeń, to staję się nieświadomymi narzędziem tego, czego nie zauważam. Uświadomienie sobie ograniczeń jest jednym z najbardziej uwalniających procesów i czyni człowieka bardziej odpowiedzialnym, a nie mniej odpowiedzialnym. Czy to jest ten "oścień grzechu", o którym mówił św. Paweł? Między innymi, choć nie do końca wiemy, co Paweł miał na myśli. To jest na pewno coś, z czym on się mierzył, z czym nie dawał sobie rady. Był tego świadomy, szedł z tym do Pana i prosił Go o to, by mógł się oddalić. Na co On: "wystarczy ci mojej łaski". Mamy się realizować wewnątrz naszych ograniczeń, a nie dopiero, jak je zrzucimy i staniemy się godnymi powierzonej nam misji. Moc doskonali się w słabości? Część tych ograniczeń uświadamia nam, że nie jesteśmy bogami. Część jest związana ze skutkami grzechu. Często nie jesteśmy w stanie odróżnić naturalnychsłabości od skutków grzechu i nawet chyba nie trzeba, bardziej istotne jest to, żebyśmy wewnątrz tych ograniczeń odkrywali przestrzeń, która jest przestrzenią wolności, związaną z charyzmatami, uzdolnieniami, a później także możliwościami faktycznego działania. To jest miejsce naszego powołania. Bóg nas nie powołuje do tego, żebyśmy robili rzeczy niemożliwe, powołuje nas do robienia rzeczy możliwych, nawet wtedy, kiedy one się wydają dla innych całkowicie nieosiągalne. Jeśli Bóg nas wzywa do zrobienia czegoś, to nas do tego wyposażył. Nawet, jeśli nam samym na pierwszy rzut oka wydaje się to całkowicie poza zasięgiem. Jak odkryć misję, jaką daje nam Bóg? Cierpliwie. To znaczy trzeba się sobie przyjrzeć, zobaczyć, kim się jest, co się umie. Moim zdaniem, to wezwanie jest w dużej mierze wyznaczone przez to, jaki jestem, co umiem, co mogę, co w sobie do tej pory odkryłem. No i potem przychodzi moment decyzji: trzeba przestać szukać, zdecydować i wtedy to już jest na pewno. Arcybiskup Ryś mówił bardzo podobnie. Zauważył, że każdy powinien zająć swoje miejsce przy stole. Nie pierwsze, ale swoje. Każdy chce być kimś innym. Dlaczego tak mamy? Nasz organizm, nie oszukujmy się, jest organizmem zwierzęcym. W związku z tym, ma bardzo silne nastawienie na to, by wydatkować jak najmniejszą ilość energii i być w jak najlepszym stanie. Do tego, jako zwierzęta, jesteśmy inteligentni i dostrzegamy bardzo wiele możliwości. Dlatego jesteśmy sobie w stanie bez trudu wyobrazić lepszą sytuację niż tę, w której jesteśmy obecnie. Stąd się to bierze. Dlatego trawa sąsiada jest zawsze zieleńsza. Mamy po prostu naturalne pragnienie większej wygody. Żeby się mniej narobić, a więcej mieć. Tak. I to nie jest złe samo z siebie. Ale to sprawia, że moje życie nie jest prawdziwe. Fakt, może sprawiać, że żyję w nieustannym niezadowoleniu z tego, kim jestem i co mam. I wtedy jest patologicznie, aż po patologię w sensie ścisłym, czyli jednostki chorobowej. Ale w pewnych granicach to jest dobre, bo za tym stoi to pierwotne "czyńcie sobie ziemię poddaną". To jest prawdopodobnie właśnie ten mechanizm. Przecież dzięki temu, że czynimy sobie ziemię poddaną, że organizujemy sobie świat, to możemy mieć na przykład więcej czasu na modlitwę. To, czy ten czas wykorzystujemy na modlitwę, jest dyskusyjne. A to już inna sprawa, natomiast dzięki postępowi mamy mnóstwo czasu na to, żeby robić fajne rzeczy. Jesteśmy zdrowsi, żyjemy dłużej, to są fajne rzeczy. Tylko one mają czemuś służyć. Problem zaczyna się wtedy, kiedy skupiamy się na zdobywaniu "fajnego" i nie dochodzimy do takiego poziomu, że z tym można teraz coś zrobić dalej. To jest dramat współczesności na "Zachodzie": umieramy z przejedzenia. Tu nie chodzi tylko o jedzenie, ale o przesyt w ogóle. I dusza jest przejedzona. Może być. A gdzie ona w ogóle jest? Dusza? Tak, w którym miejscu w człowieku siedzi? W żadnym. To gdzie jest? Gdybyśmy mogli odpowiedzieć na pytanie, gdzie jest, to rozstrzygnęlibyśmy tym samym, że jest przestrzenna. Znaczy, zajmuje jakieś miejsce w przestrzeni. Pytanie, czy tak naprawdę jest. Osobiście, jestem sceptyczny w tej kwestii. Co mówi teologia? Mówi, że dusza jest duchowej natury, w związku z tym jest niematerialna, czyli kategoria przestrzeni nie za bardzo do niej pasuje. Dusza oddziela się od ciała wtedy, kiedy umieramy. Nie. To jak jest? Jest tak, że to ja jestem duszą. Ja jestem ciałem. I na ten moment jest to tak ściśle połączone, że nie jestem w stanie nic mądrego na ten temat powiedzieć. W pewnym momencie moja materialna część ulegnie bardziej lub mniej materialnemu zatrzymaniu, wtedy dalej będę duszą i chwilowo nie będę ciałem. Więc to raczej ciało się odłącza od duszy. To co z tymi teoriami, które mówią, że dusza jest w mózgu? I gdyby nie mózg w takiej formie, jaką mamy obecnie, to nie byłoby w ogóle człowieczeństwa. W mózgu jest osobowość. Dlatego jak namieszamy w mózgu, to zmieni się osobowość. Możemy to zrobić za pomocą bardzo prostego eksperymentu, w którym podamy delikwentowi alkohol. Na krótki czas zmienimy mu osobowość. Mówi się, że alkohol dopiero odkrywa tę prawdziwą osobowość. W porządku, ale i tak jest inna niż ta, którą spotykamy na trzeźwo. Jeśli dokonamy operacji, uszkodzimy mózg, to nastąpią poważne, często nieodwracalne zmiany. To dzieje się na przykład po wylewach. Pewne elementy mózgu nie funkcjonują, wyłączają się poszczególne funkcje, inne części mózgu starają się wtedy przejąć zadania tych, które zostały uszkodzone. To czym w takim razie jest dusza? Powiedziałbym, że interfejsem osobowości do Boga. Sposobem komunikowania się między Bogiem a człowiekiem? Kanałem komunikacyjnym, narzędziem, zdolnością, sferą, obszarem - pójdźmy w tym kierunku. Zatrzymajmy się jeszcze przy tym mózgu. Dzisiaj przeszczepiamy serca, nerki, płuca, jutro będziemy dysponowali technologią, która pozwoli na przeszczepienie mózgu. Nie. Dlaczego? Bo to jest odwrotnie: może będziemy w stanie przeszczepić całe ciało. Czyli podczepimy ciało jakiegoś zmarłego do żyjącego mózgu. Bo miejscem osobowości jest mózg. Nie uważa ksiądz, że to powoduje problemy? Nie tak wielkie, jak się na pierwszy rzut oka wydaje, dlatego, że osobowość, czyli to, co służy nam do podejmowania decyzji, myślenia, itd., ma miejsce w mózgu i to zostaje. Czy nic się nie zmieni poza powłoką zewnętrzną? Nie do końca. Bo wiemy, że poza pamięcią zawartą z mózgu mamy także coś, co można nazwać "pamięcią genetyczną" - część genów jest aktywna lub pasywna na skutek dziedziczenia lub doświadczeń życiowych. W związku z tym podmiana organów w takim stopniu, że podmieniamy całe ciało, w jakimś stopniu pewnie zmodyfikowałaby osobowość. Do tego dochodzi proces oswojenia się z nie swoim ciałem. I ze względu na kwestie genetyczne, i na warstwę psychologiczną nie da się tego przeprowadzić bez skutków ubocznych. Ilość znaków zapytania jest tu znaczna. Próbuję w tym wszystkim odnaleźć duszę i wychodzi mi, że mimo tego, że ten człowiek ma inne ciało, to jego dusza wciąż jest, bo on żyje? Tak, tamten człowiek, do którego należało ciało, nie żyje. Dusza należy do tego, kto żyje, czyli do którego należy mózg. Przyjmujemy, że żyje ten, którego mózg żyje, że nie ma śmierci, dopóki jest podtrzymywane funkcjonowanie mózgu. To tak, jakbym panu amputował rękę lub nogę, tylko w tym przypadku amputuję panu całe ciało i doczepiam nowe. To dalej jest pan, choć ma zupełnie inne organy, bo pana mózg żyje i ma się mniej lub bardziej dobrze w nowym ciele. Przyznaję, że to bardzo abstrakcyjne. Tak, ale jednocześnie coraz mniej abstrakcyjne. Z biologicznego punktu widzenia oswoiliśmy się z myślą, że materia, z której składa się nasze ciało, jest materią zmienną, ponieważ wymieniają się komórki. To jaka jest różnica pomiędzy zmianą materii w sposób powolny i częściowy a nagły i całościowy? Wygląda na to, że nie ma. Choć to drugie chyba nie do końca jest zdrowe. Tak, wymienianie całego ciała w sposób przeszczepowy jest po prostu niezdrowe. Ale prawdopodobnie dożyjemy momentu, w którym to się stanie możliwe. A po Zmartwychwstaniu? Dostanie pan nowy, zmartwychwstały mózg. No dobra, ale jeśli taki delikwent dostanie w ciągu życia drugie albo trzecie ciało, to po Zmartwychwstaniu… …czyją będzie żoną? No tak, to pytanie już padło, ale w innej formie. Więc Jezus na nie odpowiedział. Możemy to pytanie zadać jeszcze inaczej, bo co z ludźmi, którzy umarli tysiące lat temu? Na przykład zostali zjedzeni przez jakieś drapieżne zwierzę. Potem to zwierzę zostało zjedzone przez inne. Atomy martwego delikwenta krążą między kolejnymi zwierzętami, potem użyźniają glebę, stają się elementem drzewa, potem kamienia, albo węgla. Owoce z drzewa zostały zjedzone przez innych ludzi, atom martwego "wmontował się" więc w ciało innej osoby. Zatem przy Zmartwychwstaniu czyj będzie ten atom? Niczyi? Tak, bo on nie jest "czyimś" atomem. Jest atomem wszechświata. Może być wbudowany w kamień, może być wbudowany w cappuccino, może być wbudowany w moje ciało. To nie ma żadnego znaczenia. O tożsamości człowieka decydują relacje między cząsteczkami, a nie taki lub inny atom. Inna sprawa, że to nowe ciało nie będzie zbudowane z atomów tego wszechświata. Tego do końca nie wiemy, ale fakt, na pewno nie będą to atomy tego wszechświata, tylko przemienionego. Ale jest zagwozdka, bo jak dokładnie wczytać się w Ewangelię, to ciało Jezusa w wersji po Zmartwychwstaniu jest kompatybilne z tym pierwszym ciałem. Kompatybilne w jaki sposób? Że je i mu nie przelatuje. Czyli nie jest duchem. Nie jest. W średniowieczu toczyła się przeurocza dyskusja o tym, czy jelita zmartwychwstaną. Zmartwychwstaną? Tak, cały człowiek ze wszystkimi organami. Przynajmniej wg św. Tomasza, który odpowiada, że wszystko będzie na swoim miejscu, wszystkie organy ze względu na integralność człowieczeństwa będą tam, gdzie były, choć niekoniecznie będą związane z funkcjami, jakie pełniły w czasie "pierwszego życia". Na przykład będzie można jeść, ale jedzenie nie będzie konieczne do podtrzymywania życia. Do tego Tomasz dodaje, że narządy trawienne będą wypełnione "szlachetnymi płynami". To jest odpowiedź średniowiecza na pytanie, co będzie w jelitach po Zmartwychwstaniu. No dobrze, ale co wtedy, kiedy za kilka stuleci wyewoluujemy i nasze ciała będą wyglądały inaczej? Jak wtedy będzie wyglądało to drugie ciało? Dla Boga to nie będzie problem, ale skoro mówimy o ewolucji, to kolejnym etapem będzie chyba transgenika. I mam wrażenie, że jesteśmy dopiero na etapie uświadamiania sobie pytań, które za chwilę trzeba będzie zadać. Bo jeżeli zmodyfikujemy genotyp człowieka, to pytanie, czym będzie taki twór. Będzie zmodyfikowany człowiek. No właśnie pytanie, czy to wciąż będzie człowiek. I to będzie pytanie o to, czy człowiek może stworzyć istotę, która będzie obdarzona duszą rozumną. Nasze obecne problemy teologiczne przy tym to pestka. Historia trochę jak w "Blade Runnerze". Tak. Inna sprawa, że staniemy może kiedyś przed problemem "uploadu", czyli możliwości załadowania osobowości do maszyny, która potem może teoretycznie ewoluować w nieskończoność. O tym z kolei była "Transcendencja" z Johnnym Deppem. Dobry film, ale bez rewelacji. Tak, jakby brakło im pomysłu lub pieniędzy na koniec. Niemniej problem, jaki stawia, jest bardzo poważny. Bo czy taki zabieg wgrania świadomości do maszyny jest jednoznaczny z ciągłością człowieka? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Skoro jesteśmy jeszcze w filmowo-naukowej atmosferze, to nie mogę nie zapytać o przybyszów z innych planet. Mają duszę, zostały odkupione, przecież wcielenie odbyło się w bardzo konkretnych "ziemskich warunkach" i w bardzo konkretnym gatunku, jakim jest człowiek? Jest kilka możliwości. Pierwsza jest taka, że to są stworzenia, którym my mamy zanieść Chrystusa. Po prostu kolejny lud, który potrzebuje ewangelizacji. Ta opcja jest najbardziej prawdopodobna. Inna sprawa, że nie wiemy, czy taka cywilizacja zna w ogóle pojęcie grzechu. Jak to rozumieć w kontekście Biblii, która mówi, że Bóg stworzył człowieka? Ale Biblia nie mówi, że Bóg stworzył tylko człowieka. Nie ma żadnego przypisu malutkimi literkami, z którego wynika, że tylko człowieka. Kto Mu zabroni stworzyć sobie dowolną liczbę równoległych bądź nierównoległych wszechświatów? Osobiście jestem przekonany, że oprócz naszego wszechświata może istnieć jeszcze "n" wszechświatów, które Bóg powołał do istnienia, bo coś jest lepsze niż nic... Czyli nie tylko człowiek? Nie dziwiłbym się, gdyby zbiór istot rozumnych obejmował nie tylko aniołów i człowieka. Ale jednocześnie ofiara Chrystusa jest jednorazowa i dotyczy absolutnie całego stworzenia. Tak. Ale pytanie brzmi, czy te istoty będą miały swoją historię grzechu. Bo mogły nie zgrzeszyć. Mogły, ale konsekwencje grzechu człowieka są przecież odczuwalne w całym wszechświecie. W jaki sposób? Chodzi mi o to, że wybór pierwszych rodziców doprowadził do sytuacji, w której świat nie jest przyjazny człowiekowi. Ale to świat się zmienił, czy oni się zmienili? Wygląda na to, że zmienili się oni i świat się zmienił. Nie, zmieniło się ich postrzeganie świata. Natomiast nie ma żadnych dowodów na to, że fizyka zmieniła się od czasów "przedludzkich". Biologia nie uległa zmianie, chemia nie uległa zmianie, nic nie uległo zmianie. To już tak zostało stworzone. Zmianie uległ człowiek, a przez to, że on uległ zmianie, to i jego relacja do świata. I tu jest kluczowa sprawa. Świat staje się gorszy ze względu na poszczególne decyzje człowieka, który po prostu wybiera źle. Zanieczyszczone powietrze jest tego najlepszym przykładem. Czy w Raju była śmierć? Istnieje tutaj pewien spór. Klasyczna teologia mówiła o tym, że człowiek, który był w Raju, nie umarłby biologicznie. I to przekonanie panowało długo, aż do momentu, w którym nauki szczegółowe dowiodły, że ciało, w którym jesteśmy, raczej ma śmiertelny charakter "z natury". Więcej, biologiczne organizmy nie są w ogóle nastawione na życie w wieczności. Obecnie relatywizuje się tezę, że w Raju nie było śmierci fizycznej. To może miała ona jakąś inną formę? Można tak powiedzieć. Wyobraźmy sobie sytuację, w której jest śmierć, a nie ma grzechu. Czyli śmierć następuje w perspektywie bardzo intensywnego kontaktu z Bogiem. To znaczy, że śmierć powoduje tylko wyłączenie ciała. Bez lęku, traumy umierania. Bez bólu? Może z bólem, ale bez rozpaczy, która sprawia, że ból jest jeszcze bardziej bolesny. A jak będzie po Zmartwychwstaniu? Zmartwychwstanie nie jest powrotem do raju, ale przetworzeniem na nowo całej rzeczywistości. Czyli to było tak, że Bóg stworzył wersję świata, potem szatan wpuszcza wirusa, któremu się poddajemy, a na końcu Bóg tworzy wersję Tak, choć Bóg wpuszcza też antywirusa, który pozwala nam przetrwać, a w międzyczasie robi nowy system. Wróćmy do tematu. Jakie będzie to spotkanie z obcymi? Jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, w której spotykamy się z tymi obcymi, którzy nie zgrzeszyli, i to oni nas będą ewangelizować. Robi się coraz ciekawiej. Kościół, papież, przykazania są nam potrzebne ze względu na to, że potrzebujemy zbawienia. Zgrzeszyliśmy. Jeśli przylecą tacy, którzy nie zgrzeszyli, to nie będą potrzebowali tego wszystkiego. Czy to jednak nie kłóci się z tym, że miało już nie być innego objawienia wewnątrz naszego porządku historii? Ono przecież nie będzie z naszego porządku historii. Ale jednocześnie będzie to samo, bo ten sam Bóg się objawia… A co z Biblią? Nie będą mieli takiej samej, bo ta Biblia jest aktualna tylko wewnątrz ludzkości i jej historii. To nie jest problem? Dla mnie nie. A dlaczego miałby być? Przychodzi ktoś z zewnątrz i poucza nas o naszej wierze. A co on sobie myśli! Jak będą bez grzechu, to zapewniam pana, że nie będą nas w ogóle pouczali, tylko będą opowiadać o swoim bezgrzesznym doświadczeniu Boga. Ks. Grzegorz Strzelczyk - prezbiter Archidiecezji katowickiej, chrystolog. Studiował w Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym w Katowicach oraz na Papieskim Wydziale Teologicznym w Lugano (Szwajcaria). Doktorat obronił na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Michał Lewandowski - dziennikarz publicysta, teolog. Prowadzi autorskiego bloga "teolog na manowcach". Ponad 80 procent ludzi na całym świecie uważa się za osoby religijne, a nawet jeśli nie są związani z jakąś konkretną religią, to wierzą, że istnieje "coś" poza tym światem materialnym. Może jakaś wyższa forma inteligencji, czy siły porządkującej. W każdej kulturze obecnej i przeszłej, jaką udało się nam poznać, odnajdujemy ślady wierzeń religijnych. Dlaczego tak się dzieje? Dla osób wierzących odpowiedź na to może być oczywista, ale ateiści przypuszczają, że potrzeba wiary w wyższy porządek może być jakoś wpisana w ludzką psychikę. Urazy mózgu, a duchowość Pewne podejrzenia mieli już od dawna neurolodzy. W jednej ze swoich prac słynny neurolog Oliver Sacks autor wielu książek popularnonaukowych, profesor na Uniwersytecie Columbia (zmarł w 2015 roku) opisywał historię pacjenta, który po wypadku i urazie głowy całkowicie zmienił osobowość. Wcześniej był religijnym, spokojnym, przestrzegającym zasad człowiekiem, a po urazie zmienił się w rozrywkowego pijaka i hazardzistę. ZOBACZ: 5 sposobów na sprawny mózg To sugeruje, że gdzieś w mózgu mamy ośrodek, który odpowiada za naszą religijność i to miejsce właśnie uległo zniszczeniu u opisywanego pacjenta. Już wcześniej zaobserwowano, że pewne choroby w mózgu powodują doznania natury religijnej. Taką chorobą jest na przykład epilepsja. Genialnemu rosyjskiemu pisarzowi – Fiodorowi Dostojewskiemu – Bóg albo nadrzędny porządek objawił się właśnie w czasie ataku epilepsji. Opisuje to tak: "...trwa to tylko pięć czy sześć sekund, kiedy czujesz obecność odwiecznej harmonii... niesamowita jest przerażająca jasność, oczywistość, z jaką ta harmonia się objawia, i gwałtowność, z jaką cię przepełnia. Gdyby ten stan trwał dłużej niż pięć sekund, dusza nie wytrzymałaby tego i zniknęła. W ciągu tych pięciu sekund przeżywam całą ludzką egzystencję i oddałbym za to całe moje życie, i nie uważałbym, że zapłaciłem zbyt drogo...". Epilepsja polega na tym, że w niewielkim obszarze mózgu dochodzi do takiego jakby przepięcia elektrycznego, w wyniku którego następuje niekontrolowane pobudzenie. Można podejrzewać, że właśnie takie ekstazy religijne, jakie opisywał Dostojewski, mogą być skutkiem epileptycznych wyładowań w tym "religijnym" obszarze mózgu. Badania Nie ma wielu badań nad neuronauką duchowości i religijności. Wcześniejsze badania wykorzystywały skanowanie mózgu podczas modlitwy, aby zobaczyć, które obszary mózgu są w tym momencie aktywne. Ale te badania dały niejednolity i niespójny obraz duchowości. Badacze z Brigham and Women's Hospital zastosowali nowe podejście do mapowania tych cech, czy stanów i odkryli, że "duchowość" można zlokalizować w określonym obwodzie mózgu. Znajduje się on w tej części pnia mózgu, która jest zaangażowana w wiele funkcji, w tym warunkowanie strachu, modulowanie bólu, zachowania altruistyczne i bezwarunkową miłość. Odkrycia zespołu zostały opublikowane w Biological Psychiatry . PRZECZYTAJ: 5 suplementów na pracę mózgu "Nasze wyniki sugerują, że duchowość i religijność są zakorzenione w fundamentalnej, neurobiologicznej dynamice i głęboko wplecione w naszą tkankę nerwową. Byliśmy zdumieni, gdy odkryliśmy, że ten obwód mózgu jest zlokalizowany w jednej z najlepiej zachowanych ewolucyjnie struktur w mózgu” - tłumaczy dr Michael Ferguson, szef badań z Centrum Terapii Obwodów Mózgowych Brighama Czy religia jest złudzeniem? Ferguson i współpracownicy zastosowali technikę polegającą na porównaniu lokalizacji uszkodzeń mózgu z opisem złożonych zachowań u 88 pacjentów neurochirurgicznych, którzy przechodzili operację usunięcia guza mózgu. Pacjenci wypełniali ankietę zawierającą pytania o kwestie duchowości przed i po operacji. Zespół potwierdził swoje wyniki, korzystając z drugiego zestawu danych obejmującego ponad 100 pacjentów ze zmianami spowodowanymi penetrującym urazem głowy podczas wojny w Wietnamie. Uczestnicy ci wypełnili również kwestionariusze zawierające pytania dotyczące religijności. Korzystając z mapowania sieci uszkodzeń, zespół odkrył, że poczucie "duchowości" jest skoncentrowane w obszarze zwanym istotą szarą okołowodociągową (ang. periaqueductal gray, PAG) – to substancja szara śródmózgowia otaczająca wodociąg mózgu. Wyniki dotyczące religijności z drugiej grupy pacjentów są zgodne z tymi ustaleniami. „Ważne jest, aby pamiętać, że te wyniki mogą być pomocne w zrozumieniu pewnych zachowań, ale powinny być ostrożnie interpretowane" – mówi Ferguson. „Nasze wyniki nie sugerują, że religia jest złudzeniem, albo że głęboko uduchowione osoby cierpią na jakieś choroby neurologiczne. Wskazują tylko na głębokie korzenie przekonań duchowych w części naszego mózgu, która jest zaangażowana w wiele ważnych funkcji”. Autorzy zauważają, że dane którymi dysponowali nic nie mówią o przeszłości pacjentów, czy o ich wcześniejszym zaangażowaniu w praktyki religijne. Istnieje potrzeba dalszych badań na osobach pochodzących z różnych kultur. „Dopiero niedawno medycyna i duchowość zostały oddzielone od siebie. Wydaje mi się, że istnieje odwieczny związek między zdrowiem a duchowością w różnych kulturach i cywilizacjach” – powiedział Ferguson. „Chciałbym wiedzieć, w jakim stopniu możemy to zbadać współczesnymi metodami".

gdzie znajduje się dusza w ciele